Homo religiosus vs homo sovieticus

Trudna rzeczywistość lat 60. i 70. początkowo nie dawała nadziei na wyjście z socjalizmu. Studenci poszukiwali szansy na niezależny rozwój duchowy i intelektualny. Istniały tylko dwie organizacje młodzieżowe: Związek Młodzieży Polskiej i Zrzeszenie Studentów Polskich, realizujące politykę PZPR. Inną drogę proponowały duszpasterstwa akademickie w Krakowie. Pierwszym takim, które powstało, było duszpasterstwo przy Kolegiacie św. Anny, przez lata prowadzone przez księdza Jana Pietraszkę.

Wśród wielu radosnych przeżyć wiążących wspólnotę, miały miejsce wydarzenia polityczne, które gasiły beztroski nastrój i domagały się solidarnej reakcji. W sierpniu 1968 roku, na wieść o inwazji wojsk na Czechosłowację, studenci podczas obozu w Brodnicy zostali wezwani przez duszpasterza na marsz pokutno-przebłagalny za Polskę i Czechosłowację. W pamięci członków innej górskiej wyprawy pozostał również pewien sylwester. W 1970 r., chcąc zjednoczyć się z ofiarami masakry robotników na Wybrzeżu, młodzi ludzie, na prośbę księdza Adama Bonieckiego, zaprzestali zabawy tanecznej. W jej miejsce został zorganizowany wieczór poezji, zakończony Mszą świętą. Sytuacja polityczna, jaka istniała wtedy w Polsce i przy jej granicach, w sposób nieunikniony wkraczała w życie codzienne młodych, zobowiązując ich do zajęcia odpowiedniego stanowiska.

Represje

W latach 60. w całej Polsce, w środowisku akademickim rozpowszechniły się rajdy turystyczne. Kraków był jednym z głównych ośrodków tego ruchu. Każda uczelnia przygotowywała własną wyprawę. Jednym z takich przedsięwzięć, najbardziej znanym, był Rajd Tatrzański organizowany przez Radę Okręgową ZSP, natomiast największym powodzeniem cieszył się Rajd Bez Nazwy UJ. Na trasach powstawały turnieje z wiedzy geograficznej oraz piosenki rajdowe, które odśpiewywano w całej Polsce. W Beskidach, na jednym z takich rajdów, jego uczestnicy czekali na przyjazd księdza Adama Bonieckiego. Miał on odprawić niedzielną, polową Mszę świętą. Informacje o planowanej Eucharystii miały być rozwieszone w okolicy, w formie plakatów. Jeden ze studentów, który podjął się tej czynności, został schwytany przez milicję. Zanim go wypuścili, był już zarejestrowany w ich papierach. Na tym się nie skończyło. Od tamtego incydentu, zaczęły się u studenta problemy. Był wzywany na przesłuchania, cofnięto mu stypendium naukowe, a także nie mógł uczestniczyć w zagranicznych konferencjach. Również duszpasterz mógł się spodziewać, że spotka go sankcja. Za odprawienie Mszy św. poza oficjalnymi miejscami kultu groziła kara administracyjna.

Studenci oraz księża byli przesłuchiwani z powodu uczestnictwa we wspólnych wyjazdach i spotkaniach. Na zimowiskach nocowali w miejscowych gospodarstwach. Gdy wiedzieli, że ksiądz przyjdzie do któregoś z nich po kolędzie, próbowali się ukryć. Nie mieli pewności, czy organista lub ministrant nie są informatorami, współpracującymi z władzą. Młodzi ludzie, z uzasadnionej obawy, zwracali się do duszpasterza po imieniu lub używali pseudonimu. W przerwie semestralnej, na obozie w Gorcach, część uczestników wyjazdu, razem z duszpasterzem, postanowiła udać się na wyprawę do Turbaczowa. W drodze powrotnej wyjątkowo podzielili się na grupy, aby wrócić różnymi trasami. Gdy dotarli na jedną z przełęczy, czekali tam na nich przedstawiciele Służb Bezpieczeństwa. Przeliczyli plecaki, dokonując przy tym identyfikacji ich właścicieli, a na koniec wręczyli obozowiczom wezwania na przesłuchanie, podczas którego duży nacisk kładziono na sposób zadawania pytań oraz uciekano się do podstępnych metod zastraszania. Wymagano od nich podpisania cyrografu. Miało to zagwarantować, że treść z przesłuchania zostanie zachowana w tajemnicy. Studenci nie wiedzieli dokładnie, jak powinni się zachować w takiej sytuacji. Wezwane osoby starały się prowadzić swego rodzaju grę, aby nie zaszkodzić ani sobie, ani pozostałym członkom DA.

“Będziemy księdzu przeszkadzali”

W każdym duszpasterstwie akademickim liczono się z inwigilacją przez Służby Bezpieczeństwa. U św. Anny dokładano wszelkich starań, aby nie poddawać się atmosferze strachu. Jeden z księży podczas sprawowania Eucharystii, skierował do wiernych słowa ,,Drodzy w Chrystusie Panu i wy, którzy tu jesteście służbowo”, dając przy tym wyraz bycia świadomym obecności przedstawicieli służb państwowych wśród zgromadzonych jej uczestników. Niejednokrotnie wzywano księdza Bonieckiego na przesłuchania. Początkowo próbował on przekonywać funkcjonariuszy, że przydadzą się im ludzie uczciwi i rzetelni, a duszpasterstwo akademickie działa w interesie PRL. Wyjaśniał, że nie prowadzą działalności spiskowej i nie zajmują się polityką. Przekonywał dalej, że usiłują ,,dać ojczyźnie wzorowych obywateli”. Po tych słowach nie wiedzieli, jak zareagować. Wreszcie odpowiedzieli: ,,Będziemy księdzu przeszkadzali”. A mieli na to sposoby oraz znaleźli pewien punkt zaczepienia. Boniecki nie był rezydentem Krakowa. Jako pracownik redakcji ,,Tygodnika Powszechnego”, miał on zezwolenie na pobyt czasowy, które wymagało cyklicznej prolongaty. Przy wypełnianiu tego obowiązku, urzędnicy stawiali warunki i namawiali, aby Boniecki zaprzestał pełnić funkcję duszpasterza akademickiego.

Członkowie DA, przychodząc na spotkania, podlegali obserwacji ze strony służb wyspecjalizowanych w walce z religią. Pomimo tego, że każda działalność w tamtym okresie była utrudniona i wymagała wysiłku z ich strony, to jednak w tych warunkach zrodziło się poczucie wyjątkowości tworzonych więzi. Pozostały wspomnienia ludzi, którzy swoje przeżycia wyrażają w słowach: ,,To było piękne! Wszystko to było fantastyczne! Wszystko było w jakiś sposób szczególne”. Stanowią one o tym, iż walka z aparatem represji władz komunistycznych została ostatecznie wygrana.

~Kornelia Plizga

Flickr Album Gallery Powered By: WP Frank